Sukces, który rodzi we mnie wątpliwości

A to miał być zwykły wtorek.

Wracam z pracy. Akurat w piątek mam sporo lekcji. Od 8 do 16:30 staram się mieć siłę na zachęcanie młodzieży do myślenia i odkrywania w sobie ciekawości świata. Po takim dniu w domu nie mam już siły na zbyt wiele…

Tego dnia było podobnie. Próbowałem w domu przetrwać z moimi dwoma „jedi”, którzy jak na 3 i 5-latków przystało, nie mają litości popołudniami i zaznaczają swoją obecność nadmierną aktywnością i hałasem. Cóż zrobić, mają do tego prawo, są dziećmi. Tylko jak wykrzesać z siebie energię, żeby po całym dniu w pracy z cudzymi dziećmi, mieć jej jeszcze tyle, żeby zadbać popołudniami o własne… Ja się pytam JAK to się robi?

No ale wróćmy do tematu.

Jakoś przetrwaliśmy do 20. Dzieci śpią. Włączam komputer, żeby resztkami sił nadrabiać zaległości, odpisywać na maile, organizować wycieczkę, przygotować sprawozdania, przejrzeć scenariusze lekcji, poszukać nowych pomysłów. I co widzę? W całej sieci tylko jeden temat – start Falcon Heavy.

Chyba kiedyś obił mi się ten temat o uszy. Nigdy jednak mnie jakoś temat kosmosu nie interesował, no chyba, że mówimy o mojej chłopięcej miłości do „Star Wars”. To jednak inna bajka, bo to co działo się we wtorek wyglądało jak bajka, ale było rzeczywistością.

 

Niech żyje bal…

Wciągnąłem się w ogólnoświatowe oczekiwanie na start kolejnej maszyny z projektu SpaceX. Byłem świadkiem fantastycznie przygotowanego i pokazanego show. O 21:45 rakieta wystartowała. Wszystko nadawane live, ujęcia z różnych kamer. Widok wspaniały. Na ekranie pokazywane trajektorie lotu. Mija kilka minut, patrzę na liczniki prędkości a tam ponad 14 000km. Odłączają się boczne silniki, Reszta leci dalej. Nagle z części głównej, która osiągnęła orbitę wypuszczany jest w przestrzeń kosmiczną przepiękny kabriolet Tesla Roadster z manekinem ubranym w kostium kosmonauty, który został nazwany „Starman”. Na ekranie wyświetlacza w samochodzie napis „DONT PANIC”, a z radia leci „Space Oddity” Davida Bowiego. Cały zestaw podróżuje w kierunku Marsa i ponoć zostanie z nami w kosmosie przez miliard lat.

Patrzyłem na to wszystko i zdałem sobie sprawę, że Elon Musk ma rozmach, ale i dystans do tego co robi. Inną sprawą, jest fakt, że go na to stać. Ale show było totalne, świetnie przygotowane i na koniec ten motyw z samochodem w kosmosie. Dla mnie WOW.

Elon Musk
Elon Musk

A wiesz co zrobiło na mnie największe wrażenie? Widok powracających i pięknie i spokojnie lądujących bocznych silników. Wcześniej takie obrazki oglądałem pewnie w grach SF typu Mass Effect.

Całość trwała kilkanaście minut, minut pełnych adrenaliny i ciągłego opadu szczęki. Z jednej strony to fantastyczne widzieć ile człowiek jest w stanie osiągnąć. A w zasadzie zespół ekspertów, którzy za ogromne pieniądze Musk’a pracowali na ten dzień od wielu lat testujące mniejsze rakiety. Nie wszystko się udało na 100% ponieważ jeden z elementów (ten który odczepił się na końcu) nie dał rady wylądować na pływającym po ocenie, ruchomym lądowisku. Tak, czy siak z mojej „niefachowej” perspektywy to był sukces.

lądowanie bocznych silądowanie bocznych silników Falcon Heavylników Falcon Heavy
lądowanie bocznych silników Falcon Heavy

Czy w związku z tym mamy jakieś powody do zmartwień?

No i z tym sukcesem też mam problem, bo teraz okazuje się, że prywatny przedsiębiorca jest w stanie, przy odpowiednim finansowaniu, stworzyć program, który pchnie „kosmiczny” biznes szybko i mocno do przodu. Oczywiście, show było dla nas maltukich, a Ci duzi, Ci z kasą już zacierają łapki. Będzie można więcej, będzie można taniej, będzie można częściej. W sumie super. Tylko pokazuje to pewien niebezpieczny trend, którego pewnie nie odczujemy my, ale już kolejne pokolenia. Biznes będzie kontrolował jeszcze więcej nowoczesnych technologii. To korporacje, a nie „Ziemianie”, będą kolonizowały Marsa. To one będą „sprzedawały” bilety na „Nowy Świat”…

Tylko, czy to jest dobra droga, czy ludzie potrzebują jeszcze bardziej „kosmicznej” skali podziałów? Właśnie w blasku tego całego wtorkowego show naszły mnie takie, bardzo daleko patrzące w przyszłość, mało kolorowe myśli.

A jak Ty podchodzisz do sprawy przejmowania coraz większej części rozwoju technologicznego przez duże korporacje. Jaki Twoim zdaniem czeka nas scenariusz? Do czego to doprowadzi nas jako ludzkość? Na jakim etapie tego problemu jesteśmy już teraz?

Zapraszam Cię do dyskusji w komentarzach pod tym postem, a jak masz chwilę to zobacz co tam słychać u naszego Starmana, jeśli transmisja LIVE z pokładu kosmicznej Tesli nadal działa.

 


Pan Belfer